czwartek, 11 lutego 2016

Cześć!

Cześć! Jestem nowym (i kolejnym) administratorem bloga. Bardzo chętnie przyjąłem propozycję Krystiana na bycie adminem. A teraz może trochę o mnie opowiem.

Nazywam się Patryk, mam 13 lat (już w tym miesiącu 14 :D). Fineasza i Ferba poznałem w wieku 5 lat i pierwszym odcinkiem był "Kolejka". Gdy pierwszy raz ujrzałem pierwszy odcinek serialu uznałem, że będzie to kreskówka dla mnie obojętna. Lecz później obejrzałem parę odcinków i mi się spodobał. Moją ulubioną parą jest Finbela, a ulubionym odcinkiem jest "Noc żywych aptekarzy". Film też jest moim ulubionym, ale to nie odcinek, więc się nie wlicza do odcinków.

W komentarzach jestem tutaj jako Patryk FiF.

Pozdrawiam i życzę udanych ferii! (jeżeli w ogóle ktoś je teraz ma, mi się akurat skończyły)

czwartek, 14 stycznia 2016

FiF: Powrócić na obiad - rozdział 5

Izabela nie mogła zasnąć.
,,Nie wierzę. On cały czas wiedział. I nie powiedział mi. Pozwalał mi się wygłupiać przed wszystkimi. A teraz myśli, że może powiedzieć mi, że mnie lubi i będzie dobrze.
Powiedział, że mnie lubi. On naprawdę mnie lubi. Albo... lubił. Mam nadzieję, że jednak tak nie jest.
Zrobił dokładnie to, co chciałam żeby zrobił przez lata - o czym marzyłam. O czym śniłam nawet tego ranka, jak o tym pomyśleć. Przełamał się i powiedział mi, że zawsze mnie lubił, i nie może utrzymać tego dłużej w sekrecie.
A ja za to zezłościłam się na niego, i być może go odstraszyłam."
Skrzywiła się. ,,Izabelo, jesteś idiotką."

Fineasz postanowił dać sobie spokój ze spaniem. Podczas gdy spędzenie nocy z Izabelą brzmiało słodko i romantycznie, w rzeczywistości nie było to takie łatwe. Nie był przyzwyczajony mieć kogoś śpiącego tak blisko niego; mały szałas wydawał się zatłoczony, a ona nadal wydawała się na niego zła. A, szczerze mówiąc, nie był z nią zbyt dobrze w tym momencie.
Ponownie rozpalił ogień, i zdecydował posiedzieć przy nim i pomyśleć. Wiatr ustał, a chłodną noc oświetlał księżyc w pełni wysoko na niebie.
,,Ona naprawdę myślała, że nie wiem? Przez te wszystkie razy kiedy rzucała się na mnie, a wszyscy rzucali mi wszechwiedzące spojrzenia, kiedy to robiła? Wiedziałem nawet zanim Ferb mi powiedział.
Jak to mogło pójść tak źle dla dwóch osób, które lubią się tak bardzo?"
Nagle z szałasu dobiegł go płacz Izabeli.
- Izabela? Co się stało?
Nie dostał odpowiedzi.
- Izabelo? Zechcesz stamtąd wyjść i usiąść ze mną?
- Nie. - Powiedziała drażliwie.
- Proszę?
Z płaczliwym westchnieniem wypełzła z szałasu na światło księżyca, z twarzą mokrą od łez.
- Chodź tu. Wyglądasz, jakbyś potrzebowała kogoś kto by cię przytuli. - Powiedział.
Usiadła mu na kolanach i wtuliła głowę w jego ramię.
- Przepraszam. - Powiedziała ze łzami. - Wszystko zepsułam.
- Cii. - Odparł, otaczając ją ramionami. - W porządku. - Pogładził jej włosy. - Jestem tu dla ciebie. Zawsze.
Odchyliła się na tyle by na niego spojrzeć.
- Nawet kiedy obraziłam się na ciebie za to, że zrobiłeś to o czym zawsze marzyłam?
- Nawet wtedy. - Podniósł rękę i otarł jej łzy z policzka.
Na jej twarzy pojawił się słaby uśmiech, mimo że jej oczy załzawiły się jeszcze bardziej.
- Dlaczego? - Zapytała zakłopotana.
- Bo cię lubię. Bardzo. Bo miałem na myśli to co powiedziałem wcześniej. Przez te wszystkie rzeczy jakie nas spotkały przez lata, i wszystko co zrobiłaś dla mnie, i wszystko co dla siebie znaczymy.
Spuściła wzrok, myśląc.
- Podobałeś mi się od pierwszego dnia kiedy się poznaliśmy. Kiedy mieliśmy osiem lat. Ścigałam cię przez prawie połowę mojego życia... myślę, że w większości byłam zła, że to straciłam. To wszystko było niepotrzebnie.
- Nie było. Po prostu potrzebowałem czasu, żeby wymyślić co z tym zrobić.
- Więc... co teraz?
Przytulił ją.
- Nie podejmujmy dziś żadnych decyzji. Ja lubię ciebie. Ty lubisz mnie. Będziemy martwić się o szczegóły później. Może być?
Pokiwała głową w odpowiedzi.
Postanowili spróbować znowu zasnąć.
- Um. Nadal tam jest trochę ciasno. -Powiedziała Izabela.
- Gdybym nadal był nieświadomy tego wszystkiego, co byśmy zrobili?
Pomyślała chwilę.
- Weszlibyśmy tam, ja spróbowałabym znaleźć jakiś pretekst żebyś mnie objął, puściłabym jakąś romantyczną sugestię, którą ty byś przegapił, a potem zasnęlibyśmy.
- Ok. Spróbujmy, tylko bez ,,znajdowania pretekstu" albo ,,przegapienia romantycznej sugestii"?
Zaśmiała się, i weszli do szałasu.
- Mogę cię przytulić? Przynajmniej na minutę lub dwie?- Poprosił.
- Jasne. - Westchnęła szczęśliwe i pochyliła się z powrotem ku niemu. Otoczył ją ramionami, i poczuł jak jej ciało dopasowuje się do jego.
Kilka minut później, Izabela zapytała:
- To twój scyzoryk w twojej kieszeni, prawda?
- Przepraszam, to tylko... Trzymam piękną dziewczynę, która lubiła mnie przez lata. Pewne części mnie... naprawdę lubią ten pomysł.
Zachichotała.
- Rozumiem. Pewne części mnie też naprawdę to lubią.
- To nie była sugestia, którą przegapiam, prawda? - Zapytał na wpół spanikowanym głosem.
- Nie. - Powiedziała dobitnie i zachichotała.
Westchnął z ulgą.
- Tak myślałem. Ciągle się przyzwyczajam do tego że wiemy o swoich uczuciach. Jeśli będziesz chciała to powiedz jak coś przegapię.
- To chyba nie jest celem sugestii. Jeśli ci powiem  to będzie prośba.

Ferb ponownie włączył projektor. Tym razem, ustabilizował się i znowu pokazał słowo ,,FERB" napisane w piachu. Zgromadzone dzieciaki zawiwatowały. Zaczął cofać w tył, dwa dni za każdym razem, dopóki słowo nie znikło, i przewinął do przodu o jeden dzień by znaleźć je ponownie, przy wschodzie słońca.
- Obok tego jest strzałka. - Zauważyła Gretchen. - Prawdopodobnie chcą żebyśmy za nią poszli.
- Patrzcie, tamto drzewo jest oznaczone. - Powiedziała Ginger.
- I tamto! - Dodała Adyson. - Idź za tymi drzewami!
Ferb podążył za oznaczonymi pniami i znalazł dymiący jeszcze żar ogniska i mały szałas zawierający Fineasza i Izabelę, o oboje śpiących i przytulonych do siebie.
Ginger odwróciła się do Buforda.
- Płać.
- O nie. Jeszcze nie ściągnęliśmy ich z powrotem. I popatrz, w tym szałasie jest dosyć ciasno. Pewnie tylko ogrzewają się nawzajem żeby przeżyć.
Ginger skrzywiła się i odwróciła w stronę Ferba.
- Cóż, znaleźliśmy ich. - Odezwał się Ferb.
- Zapisałam współrzędne. Teraz musimy wyłączyć projektor by dodać opcję portalu. Powinno nam to zająć tylko kilka minut.

CDN...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No ten rozdział był głównie o uczuciach... coś dla romantyków. ^^

Marta

czwartek, 7 stycznia 2016

FiF: Powrócić na obiad - rozdział 4

Fineasz siedział pod drzewem obserwując zachód słońca, gdy Izabela wróciła ze zbierania większej ilości drewna na opał. Miała splecione włosy, aby utrzymać je pod kontrolą gdy wysychały i przerzucone przez ramię.
- Co porabiasz? - Spytała.
- Tylko oglądam zachód słońca. Gdy słońce zajdzie, zobaczymy gwiazdy, a wtedy może zgadniemy kiedy jesteśmy i jak daleko na północ. Wiemy, że jesteśmy w Ameryce Północnej bo widzieliśmy indyki i sądzę, że wokół nie ma żadnych ludzi.
- Wiatr trochę się podniósł. - Powiedziała. - Będziemy potrzebować szałasu, który zbudowałeś.
- Ten szałas nie jest duży. Jest raczej mały.
- To dobrze. Będziemy... hm, musieli nawzajem się ogrzewać. Będzie dziś chyba nieco chłodniej. - Usiadła obok niego.
,,Ogrzewać się nawzajem... Wow, dziś nie będzie zbyt subtelna. Nie brzmi źle..."
- Och, już wyglądasz na zmarzniętą. Chodź, możemy poogrzewać się już teraz. - Powiedział głośno.
Uśmiechnęła się i przysunęła się o kilka cali, które ich dzieliły, a on otoczył ją ramieniem. Oparła o nie głowę i westchnęła z zadowoleniem.
,,To było szczęśliwe westchnienie." Pomyślał.,, Utknęliśmy w nieznanym miejscu i czasie, być może nigdy nie wrócimy do domu, ale bycie ze mną czyni ją szczęśliwą.
Cóż, to całkiem fair. Przebywanie z nią sprawia, że także jestem szczęśliwy."
Podskoczył lekko nieco zaskoczony własnym stwierdzeniem. ,,Chwila. Przebywanie z nią CZYNI mnie SZCZĘŚLIWYM.
Do diabła z tym. Mam dość tego limbo."
Izabela cieszyła się uczuciem tulenia, gdy poczuła że Fineasz nagle się wzdrygnął. Jego głos trochę drżał kiedy zapytał:
- I-Izabelo?
- Mm?
- Przepraszam. - Jej serce zatrzymało się na chwilę, ale on kontynuował. - ...Bardzo  cię lubię Izabelo. Bardziej niż tylko przyjaciółkę. Przepraszam, że nie dałem ci wcześniej znać.
Uśmiechnęła się do niego jeszcze raz; ten wydawał się niemal oślepiający.
- Też cię lubię bardziej niż tylko przyjaciela. I... przepraszam, że nie powiedziałam ci wcześniej.
- Zrobiłaś to. Wiedziałem.
Usiadła prosto i odwróciła się do niego oburzona.
- WIEDZIAŁEŚ?
- To było raczej oczywiste. Musiałbym być najbardziej tępym chłopakiem na planecie by tego nie zauważyć.
Dalej patrzyła na niego z rosnącym oburzeniem.
- Więc dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego zachowywałeś się jakbyś tego nie wiedział?
- Nie mogłem powiedzieć ci ,nie' bo złamałoby ci to serce, a ja... za bardzo cię lubiłem żeby to zrobić. Nie mogłem powiedzieć ,jeszcze nie' bo to byłoby to samo co ,nie'. A nie byłem jeszcze gotowy na ,tak'.
- A teraz jesteś?
Wziął głęboki oddech.
- Tak. Tak, jestem. Miałabyś coś przeciwko, gdybym... przestał udawać?
Zmrużyła oczy.
- Myślisz, że możesz tak po prostu przestać udawać i wszystko będzie dobrze?
Westchnął.
- Nie, rozumiem. Przepraszam Izabelo. Zrozumiem, jeśli nie zechcesz...
- Nie powiedziałam tego'! - Przerwała mu. - Muszę tylko to przemyśleć.
- To może kiedy będziesz myśleć, wrócisz tu się ogrzać?
Spojrzała na niego dziwnie.
- Okej. - Przysunęła się i znowu przytuliła się do niego.

Baljeet podniósł wzrok znad laptopa.
- Dobra, Ferb, wysyłam ci koordynaty... już.
Ferb skinął głową i odwrócił się do projektora czasu. Na chwilę pojawił się w nim widok leśnej polany ze słowem FERB wyskrobanym w ziemi, po czym spod klawiatury wyskoczyły iskry i projektor ponownie się wyłączył.
- Oni żyją! I czekają na nas! - Krzyknęła Ginger. - Baljeet, twoje obliczenia działają! - Zerwała się i przytuliła go.
Baljeet, oszołomiony, też ją przytulił a Ferb i Gretchen zaczęli ponownie naprawiać projektor.

W blasku ogniska, Izabela przyjrzała się małemu szałasowi. Nie był zbyt wielki, były to tylko dwa drzewa z długim kijem między nimi i z dwóch stron tworzyły konstrukcję w kształcie namiotu pokryte gałęziami z liśćmi. Ziemię również pokryta liśćmi.
- Jak to się stało, że kiedy byliśmy na tamtej wyspie, ty, ja i Ferb zbudowaliśmy tą wielką chatę tak szybko?
- Tam mieliśmy narzędzia i części ze statku i małpy do pomocy. Nie sądzę, żeby bizony były tak użyteczne. A indyki to strata czasu. W każdym razie, to Ferb buduje, wiesz o tym. Ja jestem tylko od pomysłów.
Skinęła głową.
- Będzie trochę ciasno. To chyba dobrze, ale... spróbujmy się nieco przespać, ok? Potrzebuję jeszcze trochę czasu by pomyśleć... o nas.
Weszli do środka. Leżeli tak daleko od siebie jak tylko mogli (było między nimi jakieś 6 cali).
- Przytulnie. - Stwierdziła Izabela.
Odwrócili się do siebie plecami i spróbowali zasnąć.
- Fineasz? - Zapytał po chwili Izabela.
- Tak?
- Wiedziałeś co robiłam w Paryżu?
- Nie. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Byłem za bardzo skupiony na samolocie i zakładzie. Uświadomiłem sobie to później. Powinienem przeprosić, ale nie mogłem bez ujawnienia wszystkiego. Przykro mi przez to i wynagrodzę ci to pewnego dnia. Czemu pytasz?
- Musiałam wiedzieć.

Tygrys szablozęby węszył w powietrzu. ,,To dziwne. Czuję ogień. I... coś innego. Jakieś stworzenia, których nigdy wcześniej nie czułem."
Strach przed nieznanym walczył z ciekawością i przegrał. Wielki kot zaczął kierować się w stronę dziwnych zapachów.

CDN...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~¿
Na początek chcę Was przeprosić za  brak wpisów we wtorek i środę ale niestety i ja i Ferb nie wyrobiliŝmy sie na czas. ;)

I jeszcze mam jedno pytanie:

Czy chcecie poznać dalszy ciąg powyższego opowiadania czy mam je zmienić lub porzucić?
Czekam na odp. ;)

Marta

wtorek, 22 grudnia 2015

FiF: Powrócić na obiad - rozdział 3

Fineasz właśnie zdążył rozpalić ognisko w małym obozie w miejscu gdzie strumień opuszczał las kiedy wróciła Izabela, ociekająca wodą i niosąca trzy ryby.
- Izabelo, jesteś cała przemoczona!
- Rany, nie zauważyłam. - Odpowiedziała dziewczyna przez zaciśnięte zęby, które zaczynały szczękać. - Poślizgnęłam się próbując wspiąć się na brzeg rzeki i wpadłam do wody.
- Chodź, ogrzej się przy ogniu. Co mówi twój podręcznik na temat takiej sytuacji?
- Trzeba rozebrać daną osobę i owinąć kocem. A żadnego z nich nie mamy. - Stanęła tak blisko ognia jak mogła, ale był to jeszcze słaby płomień i nie był w stanie jej za bardzo ogrzać.
- Um... masz. - Ściągnął koszulkę i podał jej, a potem odwrócił się do niej plecami. - Możesz to włożyć kiedy twoja sukienka będzie schnąć. Obiecuję, że nie będę podgladał.

,,Nie, nie będziesz podglądał." Pomyślała. ,,Bez znaczenia jak bardzo część mnie by tego chciała."
Z westchnieniem ściągnęła sukienkę i bluzkę, i zawahała się kilka sekund zanim dodała do sterty swój stanik. ,,Powinnam mu teraz powiedzieć, żeby się odwrócił, ale on pewnie pomyśli, że jestem głupia. Że też musiałam zakochać się w  najbardziej tępym chłopaku, jaki kiedykolwiek żył.
Więc dlaczego nie przestaniesz sugerować i mu nie powiesz?"
Zdecydowała, jak zazwyczaj, zignorować tę myśl i włożyła koszulkę Fineasza. Była lekko luźna, i ledwo zakrywała jej bieliznę. Pracował całe popołudnie nosząc drewno, więc koszulka pachniała nim... trochę za mocno, ale nie przeszkadzało jej to.
- Okej, możesz się już odwrócić. Dziękuję ci, Fineasz. Jesteś prawdziwym dżentelmenem. - Było jej miło patrzeć na niego bez koszulki. Całe to budowanie i mechaniczna robota, którą wykonywał miała dobry wpływ na jego budowę, więc obserwowała jak stawia szałas, gdy ona patroszyła i czyściła ryby, a potem owijała je liśćmi i kładła je przy ogniu. Powoli rozgrzewała się, płomień się powiększył, ryby piekły, jej ubrania schły, a Izabela dumała.
,,Nie wydostaniemy się stąd szybko. Ferb już dawno by nas wyciągnął gdyby mógł. Tylko ja i Fineasz przeciwko światu. Będziemy musieli tu walczyć o przetrwanie."

Kazała mu jeszcze raz się odwrócić, żeby mogła z powrotem założyć sukienkę. To że była znowu w jej normalnych ubraniach było prawdopodobnie dobrą rzeczą. Wiedział, że Izabela była rozpraszająca, ale jej widok skaczącej w jego koszulce był dobrze poza znaczeniem słowa ,,rozpraszający'' , a wkraczał w terytorium ,,moje-spodnie-są-za-ciasne".

Odwinęli liście i zostali otoczeni zapachem naprawdę świeżej ryby. Izabela spróbowała jednej i powiedziała:
- Nigdy wcześniej żadna ryba tak mi nie smakowała jak ta.
- To dlatego, że ciężko na nią zapracowałaś. Widziałem jak łowiłaś - to było imponujące!
- Ty też na nią zapracowałeś. Widziałam jak wiele drewna tu przyciągnąłeś.
-Jesteśmy dobrą drużyną. - Podsumował chłopak, za co dostał kolejny oślepiający uśmiech od niej, znów szybko ukryty za maską gdy skupiła się na jej kolacji.
,,Nienawidzę kiedy tak się zamyka. Kusi mnie żeby zaproponować jej związek jakiego chce, ale czy naprawdę jestem na to gotowy? Jak mam konkurować z wersją naszego związku, który sobie wyobraziła? Jak mam jej powiedzieć jak długo zachowywałem się jak tępak? I tak tkwimy w tym limbo całe lata.
To nie może trwać dużo dłużej."


Baljeet robił obliczenia na swoim laptopie podczas gdy Ferb i Gretchen odbudowywali portal czasu.
- Znalazłem czasową anomalię. Wychodzi na to, że są w przybliżeniu 130 000 lat w przeszłości na południu Danville. Nie sądzę, żebym mógł podać bardziej dokładny czas niż plus minus tydzień. Bardzo mi przykro, po prostu sygnał jest tak słaby...
- Nic nie szkodzi, główny celownik jest zniszczony i też myślę że nie będę mógł wycelować bardziej precyzyjnie niż dzień lub dwa. - Pocieszył go Ferb.
Gretchen spojrzała na Ferba z rozbawieniem; on zrobił lekki gest ręką, na co ona wzruszyła ramionami.
- Ja tam jestem ciekawy czy potrafią przetrwać dzień lub dwa w dziczy. - Odezwał się Buford.
Ginger spojrzała na niego z oburzeniem.
- Izabela jest zastępową Zastępu Ogników. A Fineasz jest... no, Fineaszem.
- Założę się z tobą o 10 dolarów że kiedy ich znajdziemy, będą zaczynać rozpaczać.
- Zgoda. I o 10 więcej że teraz kiedy jest z nim sam na sam ma wystarczająco dużo czasu żeby w końcu przebić się przez jego grubą czaszkę.
- Wchodzę.

CDN...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No cóż, wyjaśniło się w końcu gdzie trafili nasi bohaterowie. ;)
Jak się domyślacie, dalszy ciąg  po świętach. XD

Marta

środa, 16 grudnia 2015

FiF: Powrócić na obiad - rozdział 2

Fineasz przestał krążyć i westchnął. Czekali już przeszło 10 minut i nadal nie było śladu pomocy.
Izabela rozejrzała się.
- Okej. Jeśli mogliby nas namierzyć, to by już to zrobili nie?
- Tak, to nie powinno zabrać im aż tyle czasu. - Odpowiedział Fineasz.
- Więc skoro nie otworzyli portalu, to może z jakiegoś powodu nie mogą tego zrobić.
- Może nie mogą zbyt precyzyjnie ustalić kiedy i gdzie trafiliśmy, albo coś się stało z celownikiem.
Izabela pokiwała głową.
- Racja. Musimy więc założyć, że utknęliśmy tu na jakiś czas. Zróbmy znak na polanie na wypadek gdyby znaleźli miejsce ale w późniejszym czasie, a potem pójdziemy do tego strumienia. Jeśli jest wystarczająco duży, zostaniemy tam; jeśli nie, pójdziemy wzdłuż niego do czegoś większego. Będziemy potrzebować jedzenia, wody i schronienia, nie koniecznie w tej kolejności. Na szczęście mamy pomysły. Ogniki są zawsze przygotowane.
- Ja mam multitool. Ma krzesiwo.
- Wspaniale, będzie łatwiej. Ja mam szwajcarski scyzoryk, który dałeś mi na urodziny w zeszłym roku. Ale najważniejsze, że mam to. - Wyciągnęła grubą książkę, którą użyła przedtem jako podkładkę pod zeszyt - jej podręcznik Ogników.
- Wow. Mam więc szczęście, że jesteś tu ze mną. - Powiedział Fineasz. Posłała mu uśmiech niczym promyk słońca, zanim jej twarz nagle schowała się jakby za maską.
- Tak, nieważne. - Podniosła gruby patyk, przyłożyła go do ziemi ostrzejszym końcem i napisała FERB w piachu ze strzałką wskazującą kierunek, w którym planowała pójść. - Ok, możemy iść.
Ruszyli między drzewa, trzymając się linii prostej i znakując je scyzorykiem Izabeli, aby mogli znaleźć drogę powrotną.
- Jeśli są tu ludzie, to na pewno w pobliżu wody. Ale... nie wygląda na to żeby jacyś tu niedawno byli.
Idąc, przyglądali się dzikiej przyrodzie - wiewiórki i króliki uciekały przed nimi, tak jak dzikie indyki i mniejsze ptaki. Z dwóch prostych patyków zrobili sobie kije do podpierania. Mały ryś przyglądał im się z gałęzi drzewa; obeszli go szerokim łukiem. Kilka małych krzaczków nosiło czarne maliny, a na niskich pnączach rosły małe zielone pomidory. Strumień był w tym miejscu dosyć mały, ale udali się w kierunku rzeki, którą widzieli w oddali.
Drzewa przerzedziły się w pobliżu brzegu rzeki, a równina po drugiej stronie zdawała się rozciągać bez końca. W oddali pasło się stado wielkich bizonów.
- Ok. Woda płynie i są w niej ryby, więc chyba nadaje się do picia.
- Ryby? Hej, patrz, masz rację!
Izabela zaczęła ostrzyć swój kij.
- Dobra, wygląda na to, że mamy około 3 godzin do zmroku. Poszedłbyś zebrać trochę drewna na ognisko i zrobić jakiś szałas? - Spytała unosząc jej nowo wykonaną włócznię. - Ja spróbuję złapać nam jakiś obiad.

Baljeet biegał wokół pustego miejsca, gdzie był portal.
- Nie! Nie może być! Gdzie oni zniknęli?
Gretchen, wstrząśnięta, powiedziała.
- Myślę, że zostali wessani do... jakiegokolwiek to pokazywało czasu. Wyglądało mi to na las.
- Na pewno niedługo wrócą, prawda?
- Nie sądzę. To nie wyglądało na miejsce w którym byłyby jakieś rzeczy, z których Fineasz mógłby użyć do budowy wehikułu czasu. - Odezwał się Buford.
Baljeet zatrzymał się.
- To jak sprowadzimy ich z powrotem?
Ferb cicho rozpoczął demontaż panelu sterowania portalu. Gretchen podeszła i zajrzała mu przez ramię.
- Można to naprawić? - Skinął głową. - Mogę pomóc? - Wskazał jej miejsce obok siebie i usiadła.
Buford zmrużył oczy.
- Ale nie wiemy kiedy i gdzie trafili...
- To by nie powstrzymało Fineasza od znalezienia któregoś z nas, niezależnie w jakim dziwnie zniekształconym czasie byśmy skończyli.
Baljeet nagle odwrócił się do niej.
- To jest to! Musimy znaleźć zniekształcenie czasu, które spowodowali na drugim końcu, gdy tam przybyli! Dziękuję ci! - Uścisnął ją szybko, zostawiając ją oszołomioną i uśmiechając się chwycił swojego laptopa.
W tej chwili na podwórko wyszła Linda.
- Cześć wszystkim. Przyniosłam wam trochę przekąsek. Gdzie jest Fineasz?
- Izabela coś mu pokazuje. - Wymyślił naprędce Buford.
- Naprawdę? No, może w końcu zrezygnuje z subtelności
CDN.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No, to jest rozdział 2. Jak myślicie gdzie wylądowali Fineasz i Izabela? ;)

A, punkty za błędy w serialu będą przyznane dopiero we wpisie Krystiana. ^^

piątek, 11 grudnia 2015

Projekty&obrazki




Kiedy pada pierwszy śnieg. :)


,,...To Ferb zrobił!!!!"







Z Mikołajem w windzie. ;)




                                                             
                              Całus z winy kostiumu. ;)


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hejka wszystkim!
 Dzisiaj to ja dodałam ten wpis ponieważ Ferb jest nieobecny i tek pozostanie do poniedziałku więc kolejny najbliższy wpis także będzie mojego autorstwa. ;)
A po niedzieli zobaczymy co dalej.

Marta

środa, 2 grudnia 2015

FiF: Powrócić na obiad - rozdział 1

Izabela obudziła się przez dzwoniący budzik o 6:30 rano. Zwlekła się z łóżka i uciszył alarm po drodze do łazienki zanim uświadomiła sobie, że zapomniała go wyłączyć; dziś był pierwszy dzień letnich wakacji i mogła spać do woli. ,,Kurczę. Już nie śpię. A miałam taki miły sen o Fineaszu." Pomyślała. ,,Właśnie mówił mi że zawsze mnie kochał i że nie może dłużej tego ukrywać i chce być ze mną na zawsze."
Pierwszy rok w nowej szkole skończył się i miała już 15 lat; a wkrótce nadejdą również 15 urodziny Fineasza. Była zkochana po uszy w wysokim rudowłosym chłopcu mieszkającym po drugiej stronie ulicy przez prawie połowę jej życia, a on wciąż wydawał się tego nieświadomy. Lubił ją, to było oczywiste, i zauważyła że nie traktował jej tylko jako przyjaciela, ale nigdy nie otworzył się na nic więcej niż to.
,,I nie będę naciskać, bo może powiedzieć nie. Będę więc ukrywać moje uczucia i nie zmuszę go do podjęcia decyzji. Wolę mieć zawsze ,może' niż ryzykować ,nie'."
Cóż, może w końcu zrobi pierwszy ruch tego lata. Prawdopodobnie to będą kolejne wakacje pełne jego wielkich projektów. Może jednym z nich będzie wyznanie jego dozgonnej miłości do meksykańsko-żydowskiej dziewczyny z narzeciwka.
Bardziej cyniczna część jej mózgu pomyślała:,,Jest bardziej pewne że poleci na Księżyc. Znowu."

Ferb zszedł na dół na śniadanie znajdując tam już wpatrującego się w kawałek papieru podczas gdy Pepe jadł w kącie karmę dla dziobaków.
- Uwierzysz w to Ferb? - Odezwał się Fineasz. - Dali nam PRACĘ DOMOWĄ. Na WAKACJE. To jest po prostu ZŁE. Nie będziemy mogli zrobić niczego kreatywnego z tym wiszącym nam nad głowami.
Ferb zastanowił się.
- Może powinniśmy to zrobić, żeby się o to więcej nie martwić.
Fineasz westchnął.
- Też tak myślałem. Ale to też wydaje się do kitu. Jakbyśmy nie mogli nawet cieszyć się jeszcze naszymi letnimi wakacjami. A poza tym, wszyscy będą tu przychodzić, oczekując od nas że mamy w zanadrzu coś fajnego. Jak lamersko będzie powiedzieć ,,Sorry, dziś robimy pracę domową"?
Ferb milczał. Wiedział, że jego brat wymyśli właściwą odwpowiedź na wszystko jeśli trochę się go pogoni i da odrobinę czasu. ,,Przypuszczam, że na wszystko z wyjątkiem jego ralacji z Izabelą. Ostatecznie kiedyś się domyśli jak długo wie że ona go lubi, i jak długo on lubi ją. Czasem chciałbym ich zamknąć oboje w pokoju i nie dać im wyjść dopóki do tego nie dojdą."
Fineasz wyprostował się.
- Myślę, że... nie możemy rozwiązać tego z pustym brzuchem. Pomyślimy o tym po śniadaniu.
Ferb pokiwał głową i wyciągnął dwie miski.

Fineasz usiadł wraz z bratem pod dużym drzewem na podwórku patrząc na kartkę.
- To się nie zmieni. - Powiedział Ferb.
Fineasz westchnął.
- Wiem. Po prostu... samo czytanie zadań jest w porządku, przeczytaliśmy już wiekszość z nich. Martwi mnie tylko zadanie z historii. ,,Wybierz czas i miejsce w historii; napisz pracę na trzy strony opisując codzienne życie typowej osoby z tej ery z jej perspektywy." Jak niby mamy zwizualizować... Och! Ferb, wiem co będziemy dzisia robić!
Ferb spojrzał na niego.
- Zbudujmy projektor czasu żebyśmy mogli spojrzeć w przeszłość i zrobić notatki na naszą pracę robiąc jednocześnie coś fajnego!
Ferb wstał i poszedł do garażu po narzędzia.
- Cześć Fineasz. Co dziś robisz? - Zapytał dziewczęcy głos ze strony furtki.
Fineasz spojrzał w górę. Izabela urosła i dojrzała w bardzo... rozpraszający sposób. Jej sukienka była strasznie krótka i sięgała jej do połowy ud; biała koszulka pod nią powstrzymywała ją przed ZBYT wielkim obsciskiwaniem. Upewnił się, że jego oczy przeskoczyły do jej twarzy, otoczonej przez długie, faliste, czarne włosy, a nie ociąga się zbyt długo na jej piersiach; do tej pory nie złościła się na niego jak na Buforda, więc nie chciał jej za bardzo do tego zachęcać. Lubił ją jak dobrego przyjaciela, i wiedział że była w nim bardzo zakochana przez lata, ale on nie był gotowy na poradzenie sobie z taką relacją kiedy to sobie uświadomił, a nie było mowy by powiedzieć jej ,,jeszcze nie", bo mogłaby to zinterpretować jako ,,spadaj". A on naprawdę nie chciał żeby odeszła.
- Cześć Izabelo. Przygotowujemy się do pracy nad wypracowaniem z historii przy pomocy projektora czasu. Chcesz zrobić przy okazji swoją?
- Pewnie! Nie będzie ci przeszkadzać jeśli dołączą do nas Ogniki? - Zapytała.
- Nie, wcale. Hej Baljeet!
Chłopak z Indii, nadal niższy niż pozostali, wszedł na podwórko ze swoim laptopem.
- Witajcie. Co będziecie dzisiaj robić?
Izabela spojrzał na Baljeeta ze zmrużonymi oczami. Fineasz rozejrzał się.
- Hej, gdzie jest Pepe?

Pepe otworzył drzwi Spółki Zło i wszedł do środka.
- Chwileczkę Pepe Panie Dziobaku, zaraz do ciebie przyjdę!
Pepe rozejrzał się. W pomieszczeniu było widać zwyczajną kryjówkę inatora pod płachtą, kilka pułapek - ostrożnie obszedł guzik na podłodze - i słychać lecącą wodę w łazience i dźwięk mycia rąk, a chwilę później wyszedł stamtąd Doktor Dundersztyc.
- Przepraszam za to, mam po prostu okropne wyczucie czasu.
Pepe zrobił krok naprzód, a metalowe ramiona wystrzeliły ku niemu i złapały jego kończyny. Piąte wyszło od dołu i złapało jego ogon.
- Acha! Mam cię, Pepe panie Dziobaku! A z moim czas-stop-inatorem... - Zatrzymał się by ściągnąć płachtę, ujawniając skomplikowanie wyglądający gadżet. - ... będę w stanie zatrzymać czas kiedy tylko zechcę! Na, um, jakąś godzinę. Czyli na mnóstwo czasu żebym zawładnął całym Okręgiem Trzech Stanów!

Izabela czekała cierpliwie na jej kolej podczas gdy Baljeet skończył opisywać widok Imperium Gupty - ery Indii przez projektor czasu, i odłożył laptop.
- Bardzo wam dziękuję, moi przyjaciele. Z tymi notatkami na pewno dostanę A+. - Powiedział.
- Nie ma problemu Baljeet. - Odparł Fineasz. - Izabelo, jesteś gotowa?
Izabela wystąpiła do przodu uśmiechając się do Fineasza. Wysoki i rudowłosy, z silną budową ciała, wyglądał bardzo ładnie w jego zwyczajnej pasiastej koszulce i szortach, i musiała sobie przypomnieć by skupić się na jej zadaniu a nie na nim.
- Chciałabym zobaczyć Danville sto lat temu.
Ferb, który stał przy panelu kontrolnym, zaczął obracać gałkami. Przez otwór projektora pojawił się widok starego Danville. Izabela otworzyła swój zeszyt i zaczęła robić notatki.

Pepe zaczął się wiercić, ale nie mógł uwolnić się od metalowych ramion. Dundersztyc jednak, wzdrygnął się na jego ruch i przypadkowo uderzył w panel kontrolnych, który wystrzelił promień przez okno.
- Przepraszam, ale przyzwyczaiłm się, że nagle się uwalniasz i bijesz mnie w twarz. - Wychylił się przez okno. - Przepraszam za to!
Odwrócił się i natychmiast dostał mocnego kopa w twarz.
- Ał! Tak, dokładnie tak! Hej, jak się... - Uciszyła go pięść dziobaka, przez którą znowu wpadł na panel. Wystrzelił się kolejny promień, który trafił w lustro i odbił się od niego zatrzymując czas i dla złego naukowca i dla dziobaka.

Izabela prawie skończyła notować kiedy nagle jakiś promień trafił okno czasu.
- Ła, skąd to przyleciało? - Zawołał Fineasz, podchodząc bliżej by zobaczyć co się dzieje.
Ferb potrząsnął głową a na panelu zaczęły robić się spięcia.
Promień czas-stop-inatora spowodował, że projektor czasu iskrzył od czasu do czasu, wyświetlając sceny od prehistorycznych czasów do zaledwie poprzedniego dnia, z całego świata. Izabela wstała i zaczęła się cofać, ale wpadł na Fineasza, który biegł naprzód. Wpadli na siebie nawzajem akurat gdy pole projektora rozszerzyło się, wciągając ich do środka, zanim całowicie zniknęło. Ferb spojrzał na puste okno projektora a potem w dół na panel kontrolny. Spod klawiszy zaczął wyłaniać się dym.

Izabela zarientowała się, że leży na ziemi, a na niej leżał Fineasz, co było dalekie od najgorszych rzeczy, które mogły się stać z jej perspektywy. Przepraszająco podniósł się z niej, i rozejrzeli się wokół. To już nie było Danville czy jakiekolwiek miejsce, które mogliby rozpoznać; byli na małej polanie. Okolica była lekko zalesiona i całkiem płaska, pokryta opadłymi liśćmi z drzew, które zaczynały zmieniać kolor; powietrze pachniało sosnami i ziemią, a po jednej stronie mogła usłyszeć szum strumienia. Temperatura była trochę niższa niż poprzednio, ale nie bardzo. Słońce zaczynało powoli zachodzić.
Głos Fineasza był pełny zaskoczenia.
- Co się stało?
- Nie wiem. Coś trafiło projektor, wpadliśmy na siebie i skończyliśmy tutaj.
- Założę się, że to był pewnego rodzaju promień modyfikujący czas. Mogliśmy trafić kiedykolwiek lub gdziekolwiek!
- Jest jakaś droga z powrotem? - Zapytała.
Fineasz rozejrzał się.
- Nie wygląda na to byśmy trafili do dość niedawnej przeszłości, w której jest jakaś technologia z którą moglibyśmy pracować. Myślę, że musimy mieć nadzieję że Ferb jest w stanie nas wyśledzić. Prawdopodobnie nie chcemy oddalić się stąd za bardzo.
- Dlaczego nie?
- Jeśli projektor zatrzymał się na miejscu, do którego trafiliśmy, to powinni być w stanie otworzyć nowy portal... W każdej chwili... Dalej Ferb... - Fineasz krążył w tym momencie po polanie.
- Ale co jeśli zreperowanie maszyny zajmie mu godzinę?
- To po prostu otworzą portal na jakąś minutę po tym jak się tu dostaliśmy; to tylko podróż w czasie, aż tak się od tego nie różni. Będziemy z powrotem na obiad.

Baljeet spojrzał na Ferba.
- Gdzie oni są?
- Nie wiem. Ważniejsze, że nie wiem również KIEDY są.

-------------------------------------------
Witajcie! Jak widzicie powróciłam z kolejnym fanfikiem. ;) ,,Back in time for Dinner" nie należy do mnie.
Muszę wspomnieć, że ten fanfik ma też swoją kontynuacje pt. ,,Flynn-Fletcher Fundation" więc tak szybko nie zakończę swojej aktywności na blogu. :D
Marta